Z rozmów małżeńskich:
- M. zaprosił nas na urodziny, urządza w Kazamatach.
- Aaaleee to daleko... I zimno jest. I w ogóle. Duży smog.
- Zabijmy smoka!
...
Za dużo Skyrima.
Kulturalnie w stadle
czwartek, 24 listopada 2011
piątek, 29 lipca 2011
In the grim darkness of 41st millenium nobody expects them...
Przygarść drobnych cytatów pozbieranych tu i ówdzie podczas sesji WH40K - służba Inkwizycji, rożni gracze, różni MG, radość z palenia heretyków niezmienna :)
Drużyna przeszukuje zapiski szaleńca, gwardzista Titus jako "niepisaty i nieczytaty" pomaga jak może, z różnymi efektami. W pewnym momencie psyker, najwidoczniej zapomniawszy, że mówi o sztuce dość elitarnej jak na standardy Imperium z politowaniem unosi wzrok ku niebu:
- Szlachetna umiejętność czytania w dzisiejszych czasach upada...
- To, co nigdy nie stało, nie może upaść - odpowiada Titus z rozbrajającym uśmiechem.
Okrętowy medlab, w którym niepodzielnie panuje pani doktor Scarlet, miał stac się miejscem przeprowadzenia działań potencjalnie niebezpiecznych. Grający psykerem G. zaczyna rozwodzić się na temat reorganizacji pomieszczenia.
MG do G.: Scarlet patrzy na ciebie z taką miną, jakbyś miał zamiar ją co najmniej kilkukrotnie zgwałcić.
Inny gracz: To znaczy, uśmiechnęła się?
Na skutek pewnych wydarzeń, drużyna podjęła współpracę z pewnym Zabójcą. Po skończonej akcji między nim a Kaltą, ówczesną drużynową Zabójczynią, zaiskrzyło. Kalta zaczyna mieć wątpliwości:
- Ale co my możemy robić tyle czasu?
- No wiesz... może cię wiele nauczyć - podpowiada MG z wieloznacznym uśmiechem.
- Na przykład czytać i pisać? - dopytuje z nadzieją dziewczę.
Inna drużyna, tym razem całkiem zmilitaryzowana. Na odprawie sierżant instruuje dzielnych gwardzistów:
- Jak tylko napotkacie opór, prowadźcie ogień do oporu!
Ci sami gwardziści, tym razem major ma refleksje podczas sprawdzania czasu:
- No taaak... W pewnym wieku mężczyzna cieszy się, kiedy cokolwiek mu stanie. Nawet jeśli jest to tylko zegarek.
Dzielna gwardia spotyka się z samozwańczymi władcami slumsów w najgłębszej części miasta-kopca.
- Bo my tu mamy taką prostą zasadę... - zaczyna jeden z miejscowych.
- NaOH ? - błysnął ktoś znajomością chemii.
Na koniec parę złotych myśli, które ktoś kiedyś powiedział i już zostało.
Inkwizycja walczy z niezrozumieniem wśród ludzkości.
Chaocysta to lojalista Imperatora w zdrowej tkance Chaosu.
Drużyna przeszukuje zapiski szaleńca, gwardzista Titus jako "niepisaty i nieczytaty" pomaga jak może, z różnymi efektami. W pewnym momencie psyker, najwidoczniej zapomniawszy, że mówi o sztuce dość elitarnej jak na standardy Imperium z politowaniem unosi wzrok ku niebu:
- Szlachetna umiejętność czytania w dzisiejszych czasach upada...
- To, co nigdy nie stało, nie może upaść - odpowiada Titus z rozbrajającym uśmiechem.
Okrętowy medlab, w którym niepodzielnie panuje pani doktor Scarlet, miał stac się miejscem przeprowadzenia działań potencjalnie niebezpiecznych. Grający psykerem G. zaczyna rozwodzić się na temat reorganizacji pomieszczenia.
MG do G.: Scarlet patrzy na ciebie z taką miną, jakbyś miał zamiar ją co najmniej kilkukrotnie zgwałcić.
Inny gracz: To znaczy, uśmiechnęła się?
Na skutek pewnych wydarzeń, drużyna podjęła współpracę z pewnym Zabójcą. Po skończonej akcji między nim a Kaltą, ówczesną drużynową Zabójczynią, zaiskrzyło. Kalta zaczyna mieć wątpliwości:
- Ale co my możemy robić tyle czasu?
- No wiesz... może cię wiele nauczyć - podpowiada MG z wieloznacznym uśmiechem.
- Na przykład czytać i pisać? - dopytuje z nadzieją dziewczę.
Inna drużyna, tym razem całkiem zmilitaryzowana. Na odprawie sierżant instruuje dzielnych gwardzistów:
- Jak tylko napotkacie opór, prowadźcie ogień do oporu!
Ci sami gwardziści, tym razem major ma refleksje podczas sprawdzania czasu:
- No taaak... W pewnym wieku mężczyzna cieszy się, kiedy cokolwiek mu stanie. Nawet jeśli jest to tylko zegarek.
Dzielna gwardia spotyka się z samozwańczymi władcami slumsów w najgłębszej części miasta-kopca.
- Bo my tu mamy taką prostą zasadę... - zaczyna jeden z miejscowych.
- NaOH ? - błysnął ktoś znajomością chemii.
Na koniec parę złotych myśli, które ktoś kiedyś powiedział i już zostało.
Inkwizycja walczy z niezrozumieniem wśród ludzkości.
Chaocysta to lojalista Imperatora w zdrowej tkance Chaosu.
Hermetycznie o MMO, czyli dlaczego gracze nie powinni się rozmnażać
Krótkie wprowadzenie. Co jakis czas odkrywamy w naszym życiu brak trzeciego homo sapiens - a to ktoś musi zgasić światło, bo my już wygodnie leżymy w łóżku, a to rzucić czymś w hałasującą nocą kotę. Ale nie tylko. Czasem zdarza się to podczas masowego tępienia pikselowych potworów, w tym przypadku w LOTRO podczas wykonywania dośc trudnego zadania drużynowego.
J(a): Hm... przydałby się tu jakiś healer.
P(ołowiec): Ano.
J: Wiem! Zrobmy sobie dziecko!
P: Doooobre. Wyszkolimy je i będziemy ciągac ze sobą.
J: Problem tylko z jego rozwojem. Strasznie dużo expa trzeba na wczesnych levelach.
P: Oj, no to się wyśle do piaskownicy. Pierwsze 10 poziomów akurat nabije.
J: A co jak trafi na jakichś koksów? Wiesz, zacznie się territory claiming...
P: ...i ninja looting...
J: "Spadaj, to moja łopatka!"
J(a): Hm... przydałby się tu jakiś healer.
P(ołowiec): Ano.
J: Wiem! Zrobmy sobie dziecko!
P: Doooobre. Wyszkolimy je i będziemy ciągac ze sobą.
J: Problem tylko z jego rozwojem. Strasznie dużo expa trzeba na wczesnych levelach.
P: Oj, no to się wyśle do piaskownicy. Pierwsze 10 poziomów akurat nabije.
J: A co jak trafi na jakichś koksów? Wiesz, zacznie się territory claiming...
P: ...i ninja looting...
J: "Spadaj, to moja łopatka!"
czwartek, 18 marca 2010
Krewni i znajomi królika czyli rzecz o relacjach
Rozmawiam z kolegą na gg, Połowiec zerka mi przez ramię. W pewnym momencie wstaję na chwilę od komputera.
- Tylko nie pisz nic w moim imieniu! - ostrzegam.
- Czeeemu? Nie mogę podrywać twoich facetów za twoimi plecami?
- To nie mój facet! To były twojej byłej.... - chwila wahania - ...co w sumie czyni nas parą.
- Tylko nie pisz nic w moim imieniu! - ostrzegam.
- Czeeemu? Nie mogę podrywać twoich facetów za twoimi plecami?
- To nie mój facet! To były twojej byłej.... - chwila wahania - ...co w sumie czyni nas parą.
sobota, 4 lipca 2009
RGB
Dziś dla odmiany cytat z kolegi Majka, który popisał się wiedzą o tym, jak wygląda kolor turkusowy.
To pewnie konsekwencje stałego związku, aczkolwiek jak pierwszy raz usłyszałem słowo ecru to myślałem że to cos jak "apage". Rozmawialiśmy (przed ślubem) z przyjaciółkś Moniki o kolorze sukni ślubnej i na hasło "biały" owa przyjaciółka (a potem druhna) z zapałem krzyknęła "nie ! Ecru! ecru!".
Wot, mężczyźni. Mój własny połowiec na wymawiane przeze mnie nazwy kolorów żąda podania ich w RGB.
To pewnie konsekwencje stałego związku, aczkolwiek jak pierwszy raz usłyszałem słowo ecru to myślałem że to cos jak "apage". Rozmawialiśmy (przed ślubem) z przyjaciółkś Moniki o kolorze sukni ślubnej i na hasło "biały" owa przyjaciółka (a potem druhna) z zapałem krzyknęła "nie ! Ecru! ecru!".
Wot, mężczyźni. Mój własny połowiec na wymawiane przeze mnie nazwy kolorów żąda podania ich w RGB.
piątek, 3 lipca 2009
Brzuszki
Rozmawiamy o typach sylwetek męskich, nieuchronnie kierując się ku najpowszechniej występującej.
- ... no i widzisz, bo kawalerzy nazywają to "brzuszkiem piwnym", a żonaci "statusieniem" - ciągnę wywód.
Połowiec z namaszczeniem oświadcza wpadając mi w słowo:
- Żonaci nazywają to *afrodyzjakiem*.
- ... no i widzisz, bo kawalerzy nazywają to "brzuszkiem piwnym", a żonaci "statusieniem" - ciągnę wywód.
Połowiec z namaszczeniem oświadcza wpadając mi w słowo:
- Żonaci nazywają to *afrodyzjakiem*.
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Król umarł, niech żyje klasyka
Kiedy ten padół opuścił człowiek zwany Królem Popu, reakcje fanów były do przewidzenia, podobnie jak marketingowe chwyty rozmaitych przedsiębiorstw prasowych i - nade wszystko - handlowych. Zarząd Parakulturalnej Sieci, w której mam przypadek pracować zarządził jeszcze tego samego dnia (tj. 26 - go), że na dziale muzyczno- filmowym znaleźć się ma oddzielna ekspozycja dotycząca Michaela (albumy, wydawnictwa koncertowe, plakaty etc.), przez pracowników nazywana czule "ołtarzykiem".
Zdarzyło się, że do koleżanki (K) podchodzi pewna pani (P) i bardzo zaaferowana wskazuje na ołtarzyk.
P: Przepraszam, a co się stało Jacksonowi?
K (stoicko): Umarł.
P: Ojej! A na co?
K (równie stoicko): Nie wiem, nie interesuję się tym.
P (trzesąc się z oburzenia) : No wie pani! To czym się pani w ogóle interesuje!?
K: Muzyką klasyczną.
Pani strzeliła focha i wyszła mamrocząc coś o młodzieży robiącej sobie jaja z poważnych rzeczy.
Zdarzyło się, że do koleżanki (K) podchodzi pewna pani (P) i bardzo zaaferowana wskazuje na ołtarzyk.
P: Przepraszam, a co się stało Jacksonowi?
K (stoicko): Umarł.
P: Ojej! A na co?
K (równie stoicko): Nie wiem, nie interesuję się tym.
P (trzesąc się z oburzenia) : No wie pani! To czym się pani w ogóle interesuje!?
K: Muzyką klasyczną.
Pani strzeliła focha i wyszła mamrocząc coś o młodzieży robiącej sobie jaja z poważnych rzeczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)